sobota, 9 sierpnia 2014

Achhh... Jak dawno mnie tu nie było...

Cześć. Wiem, że dawno mnie tu nie było, ale nie czułam takiej potrzeby... Przepraszam, wiem, że jestem egoistą, ale to nie moja wina... To życie mnie tak zmieniło...
A tutaj niespodzianka dla was za pierwszy komentarz tak jak obiecywałam... Wiem że wam się nie spodoba, no ale cóż...

1. Wy ciągle mówicie, że jestem dziwna,
A ja poprostu jestem od was inna.
I przez to nikt z was mnie nie akceptuje,
Nikt z rówieśników mnie nie toleruje.
Nie chcę kogoś kim nie jestem udawać,
I kimś innym tylko dla was się stawać.

Ref.: Ja chcę być sobą, tylko sobą, nikim innym, nikim więcej - zawsze sobą, sobą do końca. x2

2. Ja nie chcę być jak te lalunie sztuczne.
Z zewnątrz plastikowe, a w środku puste.
Choć boli to że wciąż mnie odrzucacie,
Boli bardzo, że zawsze wykluczacie.
Choć każde wyzwisko nóż w serce wbija,
Ja nie chcę się zmieniać, nie chcę być inna.

Ref.: Ja chcę być sobą, tylko sobą, nikim innym, nikim więcej - zawsze sobą, sobą do końca. x2

3. Wy na mnie krzywym spojrzeniem patrzycie,
Nie wiecie jak podłe może być życie.
Wam wszystko wolno - tak sobie myślicie,
Nawet nie ujrzycie jak się zmienicie.
Zmienicie się w bestie kradnące dusze,
Ja taką bestią nigdy być nie muszę.

Ref.: Ja chcę być sobą...

4. Obróci się to co innym czynicie,
Świat ujrzy, że złe jest to co robicie.
Kiedyś przeciw wam ludzie się odwrócą,
Już na zawsze was od siebie odrzucą.
Bo wy się zmienicie nie do poznania,
A ja na zawszę będę taka sama.

Ref.: Ja chcę być...

5. Gdy świat już nie będzie was tolerować,
Może mnie zacznie w końcu akceptować.
Pozna, że dla sławy się nie zmieniałam,
Że ja nigdy innych nie odrzucałam.
Może wynagrodzi te wszystkie chwile,
Gdy traktowana byłam tak niemile.

Ref.: Ja chcę być sobą...

6. Pamiętajcie, że dla was się nie zmienię,
I dla innych też tego nie uczynię.
Bo to wy kiedyś się bardzo zmienicie,
I wtedy jacy byliście ujrzycie.
W złe bestie zmieniliście się dla sławy,
A mój charakter przetrwał, choć był słaby.

Ref.: Ja chcę być sobą...

sobota, 28 czerwca 2014

stres - nie mogę zasnąć

Witam was :(
Nie jest najlepiej ; c Mega się stresuję... dziś doszło nawet do tego ze byłam aż tak zestresowana że usiłowałam pociąć się kamieniem bo żyletki na szczescie nie było pod ręką.  
Powodem jest... balet. dwie dziewczyny ze starszej klasy zrezygnowaly i nie bedzie ivh na wystepie za tydzien a tanczyly ze mna i moją klasa kilka ukladow i trzeba pozmieniac n ostatnia chwile -.- do tego jutro (tak w tą niedziele mamy zajecia) przyjezdzaja do nas zagraniczne grupy... wszystkie dxiewczyny pewnie beda chudziutkie -,- i lepsze ode mnie...
Będą pewnie kolejnymi osobami ktore mnie nie zaakceptują :c
papap

środa, 25 czerwca 2014

Jestem wielkim gównem :)

Cześć :) heheh takie gówno ze mnie :) dla nikogo sie nie liczę c: nikt nawet nie stara sie mnie zrozumieć... Cudownie po prostu :)
Achhh... Ten sarkazm... Taki kłamliwy a za razem prawdziwy...
Czuję się jak jakieś gówno... Wielka kupa... Nic z nią nie mozna zrobić... Nawet zdeptać, bo będzie jeszcze gorsza... To jest ta różnica... Mnie da się zdeptać i to bardzo łatwo... Można pogrzebać w ziemi moją duszę...

PS miałam dodawać zdjęcia, ale zapomniałam, więc dziś dodam kilka:
O

wtorek, 24 czerwca 2014

Życie tak bardzo boli...

Życie boli... Bardzo... Wszystkich na około ranię... Im bardziej chcę dobrze, tym gorzej wychodzi... Jest tak strasznie beznadziejnie... Nie dziwię się ludziom że ze mną nie wytrzymują... To tylko moja wina.
Obiecałam sobie że będę silna, że nie będę płakać, ale już nie mogłam... Nie mogłam wytrzymać dłużej... Ja nie chcę płakać, lecz łzy i tak spływają po moich policzkach...

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Źle mi trochę...

Jest beznadziejnie, kurwa beznadziejnie!!! Nie umiem już nawet sobie wmawiać...
Nie radzę sobie z życiem... To mnie przerasta!!!  Nie wiem jak długo uda mi się ukrywać kim naprawdę jestem... Narazie wciąż nikt nie wie...
Myślałam że jest już dobrze, że się pozbierałam... Okazało się, że byłam na tyle głupia że kuźwa przez Mię (bulimię) próbowałam uciec od tego świata, zająć się czymś innym... Ale... Nie...Nie! Nie oszukał się już więcej... Nie będzie lepiej... Nigdy... Może być inaczej ale wtedy będzie tylko gorzej...


PS Pszepraszam za tak długą nieobecność, ale oddałam się całkiem Anie i Miji, lecz okazało się, że nawet one nie są w stanie zapełnić tej dziwnej pustki w moim życiu...

czwartek, 5 czerwca 2014

Uff dziś trochę lepiej :)

Hej wam! 
W końcu mój stan się nieco poprawił... 
Przepraszam Was, że wczoraj nie pisałam, ale naprawdę, byłam tak wykończona, że nawet telefonu nie miałam siły wziąć... Dziś jest lepiej, ale wczoraj wieczorem to hakaś masakra była... Awantura na cały dom w sumie o nic... Ale ponoć to "jak zawsze" moja wina... Ta wredna suka Kachana siostrzyczka zwaliła wszystko na mnie, chociaż ona zaczęła się na mnie bez najmniejszego powodu wydzierać, a mnie tak okropnie bolała głowa... Więc... Ja się wydarłam na nią, rzeby przestała no i rodzice oczywoście usłyszeli "tylko" mnie no i zaczęły się krzyki i wgl, ja myślałam, że mi głowa naprawdę wysiądzie... Zaczęły się jeszcze jakieś "jak dalej się będziesz tak zachowywać, to cię damy do psychiatryka!!!", "To dziecko jakieś nie normalne jest!!!", "Ty psujesz naszą rodzinę!!!"... itp. itd.
No, ale to wczoraj, dziś trochę lepiej, bo w sql dostałam 3 zaległe 6 z religii (uff... Na szczęście bo mi średnią podciągnęły) do tego 6 ze sprawdzianu z religii i z biologii <3 jak dostałam te sprawdziany to nie wierzyłam własnym oczom, co jest na nich napisane... To 2 razy "cel" poprawiło mój humor do teraz... 
No, postanowiłam też, że będę popierać ruch pro-ana i utożsamiam się z Aną, powoli staję się jednym z motylków <3
Zauważyłam, że gdy zaglądam smutki jest mi o wiele lepiej, niż gdy się obżeram. Trzymajcie kciuki :* do końca tygodnia (no w sumie do soboty, więc zostało mi dość mało czasu) zamierzam schudnąć do 46.5 conajmniej, ale lepiej by było do 46.
Buziaczki :***
Kocham Was <3
Papatki :*** do następnego pościka :) 

wtorek, 3 czerwca 2014

Dzisiejsze problemy

Cześć :c jest gorzej niż wczoraj... Weszłam dziś na wagę i... :'c przytyłam. Nie będę wam nawet mówić ile ważę, bo to porażka... Tak strasznie mnie to zdołowało, że ledwo się powstrzymałam przed wymuszaniem wymiotów... Jestem teraz tak zdołowana i wściekła, że nie wiem, co mogę zrobić sobie później wieczorem... 
To nie wszystko...
Do tego znów się mega pokłuciłam z rodzicami i z sis... Jak ja jej szczerze nienawidzę... Spędzam z nią praktycznie 24h na dobę, a ona jest jedną z osób, które nie rozumieją mnie zupełnie... Ani troszczeczkę... Ona nawet się nie domyśla niczego... Tak jak rodzice... Nie wie że się tnę, że mam bulimię.. . Nie wie o mnie nic a i tak śmie mówić, że ma gorzej... Opowiada mi jak to koleżanka jej powiedziała, że bluzka jej nie pasuje do butów -.- i uważa to za wielką tragedię... Tak naprawdę to chciałabym się przed nią otworzyć, ale boję się tego jak zareaguje... Nie zdziwiłabym się, gdyby poleciała do rodziców i jeszcze rozglądała całej naszej klasie... Nie chcę przedewszystkim, by rodzice wiedzieli - szczególnie mama... Bo ona też ma depresję... Przezemnie i przez siostrę... Ja zawsze muszę wszystkim życie rozpierdolić... Lepiej by było, gdybym w końcu umarła..  Albo inaczej - gdybym w ogóle  się nie urodziła... Czasem tak sobie myślę, że wszystkim byłoby lepiej bezemnie - jakby urodziła się tylko moja siostra...
No cóż to tylko 2 rzeczy, jest jeszcze wiele więcej tych, które dzisiaj wyprowadziły mnie zupełnie z równowagi... Powiem jeszcze tylko o jednej z nich:
Ostatnio wszystko olewam - dosłownie... m. in. szkołę... Na koniec roku muszę mieć pasek, bo wtedy rodzice zgodzą się na drugiego kolczyka w lewym uchu... Jak ja o tym marzę... Tylko podstawowy problem - jutro mam sprawdzian z religii i musze mieć z niego 6, a nawet nie przeczytałam materiału... :c Będę pewnie uczyć się przez całą noc :( 
Kończę na dzisiaj... Papap
Trzymajcie kciuki...

niedziela, 1 czerwca 2014

Anoreksja i bulimia...

Dziś wciąż jest źle, ale zdołałam się trochę ogarnąć... Odrobinkę się uspokoiłam, więc postanowiłam napisać coś w rodzaju posta tematycznego...
Jak w tytule - anoreksja i bulimia (ale też ich odłamy np. anoreksja bulimiczna) - to choroby psychiczne, na które aktualnie choruje wiele nastolatek/ków (ale w większości dziewczyn) , również tych z depresją, tak jak ja. W moim przypadku jest to bulimia... Osobiście wolałabym anoreksję (błagam, nie wyzywające mnie od jakiś gkupków, debili, idiotów, bo nie mam nic przeciw anoreksji, bo to nie tak, tylko że mając anoreksję przynajmniej mogłabym chudnąć, co poprawiało by mi samopoczucie, a mając bulimię, przez ciągle kompleksy wpadam w jeszcze większego doła). 
Teraz często przeglądam blogi pro ana, bo poprostu chcę troszeczkę schudnąć - tak jakieś 7kg (rzeby dobić do 40) bo mam 165cm i ważę 47 :c 
Źle czuję się w swoim ciele i przez tą wagę mam jeszcze większe kompleksy... Postawiłam sobie 3cele:
1. Schudnąć do 45
2. Schudnąć do 43
3. Schudnąć do 40
Myślę, iż ważąc 40kg moje nogi zaczną wyglądać zgrabnie i szczupło, a w talii będę miała wycięcie ^^
No db, rozpisałem się troszeczkę nie w temacie, ale nie mam już dziś więcej czasu. Jeszcze kiedyś napiszę coś konkretniej o anoreksji i bulimi, ale na dzisiaj to by było na tyle bo nie chcę by ten blog zmienił się w pro ana.
Papa, do napisania.

PS ci tydzień będę Wam pisać o postępach/pogarszaniu się jeśli chodzi o moje 3 cele <3 kocham was za to, że jesteście. Pomimo, że się nie udzielanie, to wspieranie mnie chociażby tym, że jest już ponad 130 wejść. Proszę Was jednak o komentarze, chociaż jeden, poświęćcie mi tą minutkę.

To do zobaczenia jeszcze raz.

Kolejny nic nie warty dzień w moim życiu...

Echh... Kolejny dzień nie wnoszących nic do mojego życia, a przynajmniej nic pożytecznego...
Przez ostatni tydzień wszystko totalnie olewam... Nie mam nawet siły by się tym wszystkim przejmować...
Dziś przynajmniej się nie cięłam... Mam nadzieję, że uda mi się jak najdłużej w tym wytrwać... No ale wiecie, ja to ja, więc na 99,(9)% nie wyjdzie...
Stwierdziłam że może, aby blog nie był tak pusty to pod każdym postem dam wam zdjęcia... Dziś zdjęcie specjalne (brzydkie), bo ja na nim jestem... Na pierwszym wczoraj a na drugim dzisiaj...


sobota, 31 maja 2014

Znowu...

Hmm... zanim przejdziemy do tematu, chciałabym przeprosić was za ostatni post... Na pewno nie był on zbyt miły... i... no... y... ten... troszeczkę mi się zapomniało słownictwa i wulgaryzmów nieco jest, chociaż w ostatnim czasie staram się ograniczać je do minimum ... :c Naprawdę nie byłam już w stanie wytrzymać... Nie potrafiłam dłużej dusić w sobie tego krzyku, który z każdym dniem usiłował wydostać się z mojej duszy... No ale cóż, już przeprosiłam, nie wiem, czy przeprosiny przyjmiecie, czy nie, ale to już wasza sprawa..
Nawiązując do tematu...
Ostatnio udało mi się wytrzymać dość długo bez robienia sobie czegoś... Dziś już nie mogłam :'c 
To życie po prostu mnie przytłacza, a gdy w jakikolwiek sposób się okaleczam czuję wolność... Ponieważ obiecałam sobie, że nie będę się ciąć, to tylko lekko się zadrapałam... Tak, abym mogła zobaczyć tylko troszkę krwi... Bo krew mnie uspokaja... 
Może było to też po części dlatego, że nie miałam pod ręką nic ostrego... Wzięłam co popadnie, a wypadło na pęsetkę, której końce - co jak co, ale trochę zaostrzone są... przejechałam nią po lewym biodrze może ze 5 razy, a po prawym z 15 i mi odrobinkę przeszło, gdy zobaczyłam krew...
Na dzisiaj to by było na tyle...
Na razie

piątek, 30 maja 2014

Kurwa mać, przecież ja już nie wytrzymuję...!!!

Z czym? Z czym nie wytrzymuję? Jak nie wiecie, to wypierdalać stąd!!! Z życiem oczywiście... Popierdolone jakoś ostatnio jest! Nie no, sors, popierdolone to jest zawsze, ale ostatnio jeszcze bardziej... Nie mam już do niego siły, bo ile kurwa można cierpliwości mieć??? Nie wiem, ale moja już dawno się skończyła!!!
Nie wiem dlaczego muszę siedzieć w tym gównie, chcę z tego wyjść!!! Nie chcę już dłużej istnieć! Nie chcę przeszkadzać i wkurwiać innych! Nie chcę być tłustą kurwą do cholery jasnej!!! Chcę być potrzebna a nie jak jakiś śmieć kuźwa!!! Niech ktoś mi pomoże!!!
POMOCY!!! Uratujcie mnie, błagam... Nie mogę już tak dłużej... Ja chcę wreszcie żyć normalnie, a nie tylko istnieć!!!
Przepraszam... Przepraszam, że tak wybuchłam :c Ale coś z tym muszę zrobić... Nie radzę sobie, już sama nie dam rady dłużej... 
Zaraz będę beczeć jak jakieś dziecko... Nie, nie mogę, obiecałam sobie... Ale już nie umiem walczyć... Nie, nie umiem! Poddaję się... Z każdym dniem coraz bardziej...

czwartek, 29 maja 2014

Coś nie tak z moim zdrowiem...

Ostatnio czytałam w necie jakie są objawy niektórych chorób i okazało się, że mogę mieć dość spory niedobór magnezu i żelaza... Dołujące, nie? Do tego bardzo możliwe jest że od pewnego czasu choruję na anemię... :c Smutam trochę dlatego, ale może to dobrze? Sama nie wiem... Pewne jest to, że nawet nie mam komu o tym powiedzieć i jak zawsze będę musiała to ukrywać i starać się jakoś wyleczyć na własną rękę, chociaż bedzie to za pewne cholernie trudne...
Wiecie moze w czym jest dużo magnezu lub żelaza? Bardzo byście mi pomogli .
Papa

wtorek, 27 maja 2014

Nie najlepiej...

A... Szkoda gadać... Nie mam już siły... Pustka w mojej głowie z każdym dniem wydaje się być coraz większa... Gdy tylko usiłuję nad czymś się zastanowić, trochę pomyśleć - nie dam rady... Za każdym razem czuję tą pustkę... Ona zaczyna wypełniać mnie od środka...
Kolejny chujowy dzień za mną c: Cieszę się, że już się kończy... Że już minął, a moje życie jest krótsze o ten jeden dzień... Jeden w wielu beznadziejnych... Pozbawionych wszelkich barw...
... :c Pa.

poniedziałek, 26 maja 2014

Burza

Przed chwilą pogoda była cudowna... Taka prawdziwa... Szkoda że żaden piorun we mnie nie trafił... Było mi tak dobrze... Choć tą chwilę świat był bardziej prawdziwy, mniej kłamał... Ta pogoda mnie prawie uratowała, nie mogłam już znieść tego okropnego słońca. Przyjaciółka powoli zaczyna mnie przekonywać do tego że ciepła pogoda i bezchmurne niebo są fajne... Narazie jej nie wychodzi... Ale kto wie, może słońce kiedys będzie dla mnie mniej uciążliwe... Może któregoś dnia świat mnie zaakceptuje... Echh... Te chore marzenia... Które i tak nigdy się nie spełnią...
Idę się położyć, ale pewnie znow nie będę mogła zasnąć.. Może jeszcze dzisiaj coś napiszę... :c

Przepraszam...

Trochę długo się nie odzywalam, ale nie sądzę żebyście się martwili, bo o mnie naprawdę nie warto...
Jest źle... No ale cóż...
Ostatnio matka tak sie na mnie wściekła że wyszła z domu i powiedziała, że wróci dopiero, gdy dorosnę... Martwiłam się o nią... Ale wieczorem tego samego dnia przyszła... Płakała... Była kolejną osobą zranioną przezemnie... Czasami zastanawiam sie czy naprawdę potrafię tylko krzywdzić innych...
Papa muszę już iść...

środa, 21 maja 2014

Hamstwo

http://www.teksty.jeja.pl/485,10-najbardziej-irytujacych-rzeczy-w.html -> przeczytałam ten artykuł i się prawie pobeczałam... Ale nie płakałam, bo po śmierci dziadka obiecałam sobie, że już nigdy nie będę...
Jaki był cel kolesia który to napisał? Chciał nas do reszty dobić? Nie wie, że emo też mają uczucia? A co, jakby ktoś powiedział tak o jego stylu bycia? Pewnie by się zbulwersował i nagadał na nas wszystkim, których tylko zna, by nas pogrążyć...
Echh... aż szkoda pisać, to już do reszty straciłam humor. Nic mi się teraz nie chce, nie chce mi się żyć. Nie mam do tego wszystkiego już siły... Ale się nie potnę, wytrzymam, dam radę...

Smutno trochę..:c

Jak w temacie - trochę mi przykro, że nie ma żadnych komentarzy. Mam wrażenie, że wchodzicie na mojego bloga, ale nawet nie czytacie postów, lub wam się nie podoba :c
Nie chcę wymuszać komentarzy, tak jak robią to na niektórych emo blogach np: "jak nie skomentujecie, to się potnę" itp. itd. bo to głupie i świadczy na pewno źle o takiej osobie, bo wykorzystuje ona swoją hmm...  można tu chyba nawet zaryzykować stwierdzeniem chorobę, w bardzo egoistycznym celu. Ja czytając coś takiego, nie wiem, czy taki człowiek rzeczywiście ma depresję lub jest emo...
Ja tylko was proszę, abyście wyrazili swoją opinię o moim blogu, bo nie wiem czy opłaca się go pisać, czy wychodzi tak samo beznadziejnie jak wszystko inne.
Jak pojawi się pierwszy komentarz, to dostaniecie niespodziankę... pewnie wam się nie spodoba, no ale cóż... Już powoli przywykam do tego że jestem aż tak beznadziejna...

Wiara

Elo wszystkim. Dziś jest trochę lepiej niż wczoraj. Nie wiem dlaczego... W nocy prawie nie spałam. Myślałam o życiu... Próbowałam znaleźć jakąkolwiek dziedzinę, w której należałabym do tych lepszych, ale jak wszystko inne - nie udało się :c. 
A tak odnosząc się do tematu - jestem katoliczką, chodzę w każdą niedzielę do kościoła, wierzę w Boga... Ale zawsze myślałam, że On żyje sobie w Niebie i co jakiś czas sprawi, że będzie świecić słońce, lub padać deszcz. Do 3 klasy podstawówki modliłam się codziennie wieczorem, bo rodzice mi o tym przypominali i kazali mi się modlić. Było to jednak na zasadzie "no dobra, wyrecytuję już to "Ojcze Nasz"..." po czym rzeczywiście mówiłam pacierz, lecz zawsze takie "hmm... co by tu zmówić, żeby było najszybciej". Sami pewnie wiecie jak to jest (oczywiście jeżeli jesteście katolikami). W ostatnim czasie (no tak w sumie to by było już jakieś 5 lat) modlę się bardzo rzadko. Dziś w nocy, nie mogłam zasnąć, stwierdziłam, że się pomodlę. Nie zaczęłam jednak jak zawsze recytować, lecz opowiadać Bogu o tym co się ostatnio działo, co mnie boli i kto mi sprawia przykrości. Uwierzcie, pomogło mi to... Czuję się lepiej niż wczoraj, może dlatego, że po prostu się komuś zwierzyłam, lub dlatego, że wiem iż Bóg mnie akceptuje taką jaką jestem (tego, że mnie akceptuje dowiedziałam się dziś na religii, gdy student przyszedł na naszą lekcję i opowiedział nam swoją historię, ale to innym razem). 
Wczoraj nie mogłam już wytrzymać... Byłam zagubiona... Nie mogłam się odnaleźć... I choć obiecałam sobie, że już nigdy się nie poddam, zrobiłam te kolejne dwie kreski na kostce... Nie są głębokie, ale pozwalają mi zapomnieć o bólu, choć na tą krótką chwilkę. Teraz żałuję, bardzo... Nie powinnam była tego robić. Zrozumiałam, dopiero kiedy opowiadałam wszystko Bogu... Cięcie się nic nie daje, tylko pogłębia nasze rany.
"Tniemy się, by rany w sercu na chwilę przestały krwawić, a potem mogły stać się jeszcze głębsze..."

wtorek, 20 maja 2014

Jest źle...

... zresztą, jak zawsze. A pogoda, to mnie już do reszty rozwaliła.
Nie mam już dzisiaj siły więcej pisać. Nie mam też czasu, bo odkąd założyłam tumblr, blog i zaczęłam grać w IMVU zupełnie olałam szkołę i rodzice się ciągle drą i mi odłączają wi fi. Nie chcę się uczyć, bo to mnie dołuje... Jestem najgorsza, nie umiem zapamiętać nawet najprostszych rzeczy. Moje życie nie ma sensu, bo i tak nic w nim nie osiągnę... Mam plany na przyszłość, ale to tylko plany, z których i tak nic na pewno nie będzie...
Papa.
Już naprawdę nie wytrzymuję, nie chce mi się żyć...Ale nie mogę się poddać, bo zranię przyjaciółkę, która jest dla mnie całym życiem i jedyną pociechą w tym całym popierdolonym świecie...

poniedziałek, 19 maja 2014

Tumblr

Chciałam was tylko poinformować o tym, że mam tumblr: 
socjopath.tumblr.com
Tam też pokazuję to, co czuję naprawdę. Jak chcecie mnie poznać, a wiem, że nie chcecie, to koniecznie musicie na niego wejść.
No, to tyle, do jutra.
Koszmarnych kolorowych snów.

Kontynuacja:

No, więc wracam... Tak, jak napisałam w poprzednim poście chciałabym wam jeszcze dużo opowiedzieć, ale nie mam na to też wieczności... 
Zacznijmy od tego, że... zaraz po skończeniu poprzedniej notki zjadłam jabłko. Wiem, to trochę dziwne tak pisać, ale ja przecież też jestem dziwna,ale ważne jest to co stało się potem... Zorientowałam się, że jabłka, których do tej pory nie lubiłam i jadłam je bardzo rzadko poprawiają mi w nieznacznym stopniu humor albo mi się tylko tak zdaje. To odkrycie nr 1. Ten dzień ogólnie rzecz biorąc był dość dziwny... Odkryłam w nim aż 3 rzeczy, które nie są złe, ani mnie nie ranią. Pierwszą z nich jest właśnie to jabłko. Drugą jest to, że... Uwaga tu się nie zdziwcie ani nie pęknijcie ze śmiechu, bo chociaż może się to wydawać nie realne i hmm... jakby to powiedzieć zbyt pozytywne dla takiej osoby jak ja... dowiedziałam się, że umiem dość dobrze biegać... Trzecią i ostatnią rzeczą jest moje wyróżnienie w konqu z majcy "Kangur"... Wzięłam w nim udział, bo od 2 klasy podstawówki w tym startuję no i jak widzicie, okazało się, że nie jestem najgorsza we wszystkim...
Te trzy odkrycia podniosły mnie trochę na duchu i pomogły odnaleźć małą cząstkę siebie w mojej poranionej duszy... Lecz no cóż, nic to nie zmieniło :( Wiem, że ani w sporcie, ani w majcy nic nie osiągnę, bo po prostu jestem beznadziejna i jakieś głupie odkrycia tego nie naprawią... 
Około 19 zaczęłam zajęcia na balecie. Jak zwykle byłam najgorsza, ale taniec pozwala mi się choć trochę uwolnić od rzeczywistości, pomimo tego, że tam gdzie się uczę mają podejście: "boli, to dobrze", "nakrzyczę na ucznia, to zrobi lepiej nieważne czy będzie miał później kontuzję, czy nie","musisz przychodzić na zajęcia bez względu na to czy jesteś chory, masz wybitego palca, okres, wycieczkę szkolną"... Sami widzicie, jak to jest. Tam normalne jest posiadanie tk.zw. "pupilka", oraz dołowanie tych słabszych (do których ja się zaliczam)... Nic już na to nie poradzę, to nie zależy ode mnie...
Troszkę się rozpisałam, pewnie i tak nie będzie wam się chciało tego czytać, więc DO ZOBACZENIA.

Pogoda...

Cześć. Wczoraj weszło 25 osób, co mnie niesamowicie dziwi. Myślałam, że max będą 2 wyświetlenia... No cóż, jak zwykle się myliłam... Mam nadzieję, że z czasem zaczniecie też komentować i obserwować bloga, ale pewnie, jak za każdym razem moje nadzieje pozostaną tylko nadziejami i będą słabnąć, aż już ich nie będzie w ogóle.
A nawiązując do tematu tego posta... Dziś była tak okropnie beznadziejna pogoda :( Cały czas świeciło słońce i ani troszeczkę nie padało... A do tego tak okropnie bolała mnie w szkole głowa, że się wytrzymać nie dało. Od niedawna mam też problemy z oddychaniem i trudniej jest mi wziąć głęboki oddech, gdyż jak próbuję, to coś okropnie kłuje mnie w okolicach łopatki... A najgorsze jest to, że nie mogę powiedzieć tego rodzicom, bo każą mi zostać w domu... Nienawidzę tego. Czuję się jak w jakiejś klatce, zero wolności i w dodatku nie idę później na balet (jedna z niewielu pasji, które pozostały). Jeszcze matka stoi nade mną i biadoli, że nie mogę chorować, bo potem podostaję gorsze oceny... No ale cóż takie życie...
Muszę kończyć na razie, chociaż chciałam wam dziś jeszcze tyle opowiedzieć...
Postaram się wrócić jeszcze wieczorem.
Papa.

niedziela, 18 maja 2014

Nowy blog


Witam wszystkich (choć nie wierzę w to, że komukolwiek chce się to czytać).
Zakładam kolejnego bloga... Ale on nie będzie taki jak te poprzednie... Postaram się w nim otworzyć i pisać to, co naprawdę myślę i czuję, a nie jakieś brednie typu: "No, dziś było fajnie bo...". Chcę, abyście wiedzieli, że jak tak pisałam, to wcale nie było fajnie, ale nawet na blogu bałam się pokazać jaka jestem. Nie potrafię po prostu się przełamać... A poza tym nikt nie chce mnie znać taką jaką naprawdę jestem... W rzeczywistości na pewno nie ukarzę swojej prawdziwej natury, ale już nie umiem inaczej... Muszę komuś o tym powiedzieć. Sama nie potrafię już z tym walczyć. Życie okazuje się być dla mnie za trudne. Zatajałam wszystko. Ból i cierpienie zostawiałam sama sobie, nie dzieląc się (i nawet nie próbując się nim dzielić), ani nie okazując go nikomu innemu. W dzień uśmiechałam się... sztucznie, lecz się uśmiechałam, nienawidząc tego z całego serca. Nikt nic o mnie nie wie. Nikt mnie nie zna... I mam nadzieję, że w realu tak pozostanie. Tylko wy poznacie prawdziwą mnie, a przynajmniej tą małą cząsteczkę, która ze mnie pozostała...
Do zobaczenia.