sobota, 31 maja 2014

Znowu...

Hmm... zanim przejdziemy do tematu, chciałabym przeprosić was za ostatni post... Na pewno nie był on zbyt miły... i... no... y... ten... troszeczkę mi się zapomniało słownictwa i wulgaryzmów nieco jest, chociaż w ostatnim czasie staram się ograniczać je do minimum ... :c Naprawdę nie byłam już w stanie wytrzymać... Nie potrafiłam dłużej dusić w sobie tego krzyku, który z każdym dniem usiłował wydostać się z mojej duszy... No ale cóż, już przeprosiłam, nie wiem, czy przeprosiny przyjmiecie, czy nie, ale to już wasza sprawa..
Nawiązując do tematu...
Ostatnio udało mi się wytrzymać dość długo bez robienia sobie czegoś... Dziś już nie mogłam :'c 
To życie po prostu mnie przytłacza, a gdy w jakikolwiek sposób się okaleczam czuję wolność... Ponieważ obiecałam sobie, że nie będę się ciąć, to tylko lekko się zadrapałam... Tak, abym mogła zobaczyć tylko troszkę krwi... Bo krew mnie uspokaja... 
Może było to też po części dlatego, że nie miałam pod ręką nic ostrego... Wzięłam co popadnie, a wypadło na pęsetkę, której końce - co jak co, ale trochę zaostrzone są... przejechałam nią po lewym biodrze może ze 5 razy, a po prawym z 15 i mi odrobinkę przeszło, gdy zobaczyłam krew...
Na dzisiaj to by było na tyle...
Na razie

piątek, 30 maja 2014

Kurwa mać, przecież ja już nie wytrzymuję...!!!

Z czym? Z czym nie wytrzymuję? Jak nie wiecie, to wypierdalać stąd!!! Z życiem oczywiście... Popierdolone jakoś ostatnio jest! Nie no, sors, popierdolone to jest zawsze, ale ostatnio jeszcze bardziej... Nie mam już do niego siły, bo ile kurwa można cierpliwości mieć??? Nie wiem, ale moja już dawno się skończyła!!!
Nie wiem dlaczego muszę siedzieć w tym gównie, chcę z tego wyjść!!! Nie chcę już dłużej istnieć! Nie chcę przeszkadzać i wkurwiać innych! Nie chcę być tłustą kurwą do cholery jasnej!!! Chcę być potrzebna a nie jak jakiś śmieć kuźwa!!! Niech ktoś mi pomoże!!!
POMOCY!!! Uratujcie mnie, błagam... Nie mogę już tak dłużej... Ja chcę wreszcie żyć normalnie, a nie tylko istnieć!!!
Przepraszam... Przepraszam, że tak wybuchłam :c Ale coś z tym muszę zrobić... Nie radzę sobie, już sama nie dam rady dłużej... 
Zaraz będę beczeć jak jakieś dziecko... Nie, nie mogę, obiecałam sobie... Ale już nie umiem walczyć... Nie, nie umiem! Poddaję się... Z każdym dniem coraz bardziej...

czwartek, 29 maja 2014

Coś nie tak z moim zdrowiem...

Ostatnio czytałam w necie jakie są objawy niektórych chorób i okazało się, że mogę mieć dość spory niedobór magnezu i żelaza... Dołujące, nie? Do tego bardzo możliwe jest że od pewnego czasu choruję na anemię... :c Smutam trochę dlatego, ale może to dobrze? Sama nie wiem... Pewne jest to, że nawet nie mam komu o tym powiedzieć i jak zawsze będę musiała to ukrywać i starać się jakoś wyleczyć na własną rękę, chociaż bedzie to za pewne cholernie trudne...
Wiecie moze w czym jest dużo magnezu lub żelaza? Bardzo byście mi pomogli .
Papa

wtorek, 27 maja 2014

Nie najlepiej...

A... Szkoda gadać... Nie mam już siły... Pustka w mojej głowie z każdym dniem wydaje się być coraz większa... Gdy tylko usiłuję nad czymś się zastanowić, trochę pomyśleć - nie dam rady... Za każdym razem czuję tą pustkę... Ona zaczyna wypełniać mnie od środka...
Kolejny chujowy dzień za mną c: Cieszę się, że już się kończy... Że już minął, a moje życie jest krótsze o ten jeden dzień... Jeden w wielu beznadziejnych... Pozbawionych wszelkich barw...
... :c Pa.

poniedziałek, 26 maja 2014

Burza

Przed chwilą pogoda była cudowna... Taka prawdziwa... Szkoda że żaden piorun we mnie nie trafił... Było mi tak dobrze... Choć tą chwilę świat był bardziej prawdziwy, mniej kłamał... Ta pogoda mnie prawie uratowała, nie mogłam już znieść tego okropnego słońca. Przyjaciółka powoli zaczyna mnie przekonywać do tego że ciepła pogoda i bezchmurne niebo są fajne... Narazie jej nie wychodzi... Ale kto wie, może słońce kiedys będzie dla mnie mniej uciążliwe... Może któregoś dnia świat mnie zaakceptuje... Echh... Te chore marzenia... Które i tak nigdy się nie spełnią...
Idę się położyć, ale pewnie znow nie będę mogła zasnąć.. Może jeszcze dzisiaj coś napiszę... :c

Przepraszam...

Trochę długo się nie odzywalam, ale nie sądzę żebyście się martwili, bo o mnie naprawdę nie warto...
Jest źle... No ale cóż...
Ostatnio matka tak sie na mnie wściekła że wyszła z domu i powiedziała, że wróci dopiero, gdy dorosnę... Martwiłam się o nią... Ale wieczorem tego samego dnia przyszła... Płakała... Była kolejną osobą zranioną przezemnie... Czasami zastanawiam sie czy naprawdę potrafię tylko krzywdzić innych...
Papa muszę już iść...

środa, 21 maja 2014

Hamstwo

http://www.teksty.jeja.pl/485,10-najbardziej-irytujacych-rzeczy-w.html -> przeczytałam ten artykuł i się prawie pobeczałam... Ale nie płakałam, bo po śmierci dziadka obiecałam sobie, że już nigdy nie będę...
Jaki był cel kolesia który to napisał? Chciał nas do reszty dobić? Nie wie, że emo też mają uczucia? A co, jakby ktoś powiedział tak o jego stylu bycia? Pewnie by się zbulwersował i nagadał na nas wszystkim, których tylko zna, by nas pogrążyć...
Echh... aż szkoda pisać, to już do reszty straciłam humor. Nic mi się teraz nie chce, nie chce mi się żyć. Nie mam do tego wszystkiego już siły... Ale się nie potnę, wytrzymam, dam radę...

Smutno trochę..:c

Jak w temacie - trochę mi przykro, że nie ma żadnych komentarzy. Mam wrażenie, że wchodzicie na mojego bloga, ale nawet nie czytacie postów, lub wam się nie podoba :c
Nie chcę wymuszać komentarzy, tak jak robią to na niektórych emo blogach np: "jak nie skomentujecie, to się potnę" itp. itd. bo to głupie i świadczy na pewno źle o takiej osobie, bo wykorzystuje ona swoją hmm...  można tu chyba nawet zaryzykować stwierdzeniem chorobę, w bardzo egoistycznym celu. Ja czytając coś takiego, nie wiem, czy taki człowiek rzeczywiście ma depresję lub jest emo...
Ja tylko was proszę, abyście wyrazili swoją opinię o moim blogu, bo nie wiem czy opłaca się go pisać, czy wychodzi tak samo beznadziejnie jak wszystko inne.
Jak pojawi się pierwszy komentarz, to dostaniecie niespodziankę... pewnie wam się nie spodoba, no ale cóż... Już powoli przywykam do tego że jestem aż tak beznadziejna...

Wiara

Elo wszystkim. Dziś jest trochę lepiej niż wczoraj. Nie wiem dlaczego... W nocy prawie nie spałam. Myślałam o życiu... Próbowałam znaleźć jakąkolwiek dziedzinę, w której należałabym do tych lepszych, ale jak wszystko inne - nie udało się :c. 
A tak odnosząc się do tematu - jestem katoliczką, chodzę w każdą niedzielę do kościoła, wierzę w Boga... Ale zawsze myślałam, że On żyje sobie w Niebie i co jakiś czas sprawi, że będzie świecić słońce, lub padać deszcz. Do 3 klasy podstawówki modliłam się codziennie wieczorem, bo rodzice mi o tym przypominali i kazali mi się modlić. Było to jednak na zasadzie "no dobra, wyrecytuję już to "Ojcze Nasz"..." po czym rzeczywiście mówiłam pacierz, lecz zawsze takie "hmm... co by tu zmówić, żeby było najszybciej". Sami pewnie wiecie jak to jest (oczywiście jeżeli jesteście katolikami). W ostatnim czasie (no tak w sumie to by było już jakieś 5 lat) modlę się bardzo rzadko. Dziś w nocy, nie mogłam zasnąć, stwierdziłam, że się pomodlę. Nie zaczęłam jednak jak zawsze recytować, lecz opowiadać Bogu o tym co się ostatnio działo, co mnie boli i kto mi sprawia przykrości. Uwierzcie, pomogło mi to... Czuję się lepiej niż wczoraj, może dlatego, że po prostu się komuś zwierzyłam, lub dlatego, że wiem iż Bóg mnie akceptuje taką jaką jestem (tego, że mnie akceptuje dowiedziałam się dziś na religii, gdy student przyszedł na naszą lekcję i opowiedział nam swoją historię, ale to innym razem). 
Wczoraj nie mogłam już wytrzymać... Byłam zagubiona... Nie mogłam się odnaleźć... I choć obiecałam sobie, że już nigdy się nie poddam, zrobiłam te kolejne dwie kreski na kostce... Nie są głębokie, ale pozwalają mi zapomnieć o bólu, choć na tą krótką chwilkę. Teraz żałuję, bardzo... Nie powinnam była tego robić. Zrozumiałam, dopiero kiedy opowiadałam wszystko Bogu... Cięcie się nic nie daje, tylko pogłębia nasze rany.
"Tniemy się, by rany w sercu na chwilę przestały krwawić, a potem mogły stać się jeszcze głębsze..."

wtorek, 20 maja 2014

Jest źle...

... zresztą, jak zawsze. A pogoda, to mnie już do reszty rozwaliła.
Nie mam już dzisiaj siły więcej pisać. Nie mam też czasu, bo odkąd założyłam tumblr, blog i zaczęłam grać w IMVU zupełnie olałam szkołę i rodzice się ciągle drą i mi odłączają wi fi. Nie chcę się uczyć, bo to mnie dołuje... Jestem najgorsza, nie umiem zapamiętać nawet najprostszych rzeczy. Moje życie nie ma sensu, bo i tak nic w nim nie osiągnę... Mam plany na przyszłość, ale to tylko plany, z których i tak nic na pewno nie będzie...
Papa.
Już naprawdę nie wytrzymuję, nie chce mi się żyć...Ale nie mogę się poddać, bo zranię przyjaciółkę, która jest dla mnie całym życiem i jedyną pociechą w tym całym popierdolonym świecie...

poniedziałek, 19 maja 2014

Tumblr

Chciałam was tylko poinformować o tym, że mam tumblr: 
socjopath.tumblr.com
Tam też pokazuję to, co czuję naprawdę. Jak chcecie mnie poznać, a wiem, że nie chcecie, to koniecznie musicie na niego wejść.
No, to tyle, do jutra.
Koszmarnych kolorowych snów.

Kontynuacja:

No, więc wracam... Tak, jak napisałam w poprzednim poście chciałabym wam jeszcze dużo opowiedzieć, ale nie mam na to też wieczności... 
Zacznijmy od tego, że... zaraz po skończeniu poprzedniej notki zjadłam jabłko. Wiem, to trochę dziwne tak pisać, ale ja przecież też jestem dziwna,ale ważne jest to co stało się potem... Zorientowałam się, że jabłka, których do tej pory nie lubiłam i jadłam je bardzo rzadko poprawiają mi w nieznacznym stopniu humor albo mi się tylko tak zdaje. To odkrycie nr 1. Ten dzień ogólnie rzecz biorąc był dość dziwny... Odkryłam w nim aż 3 rzeczy, które nie są złe, ani mnie nie ranią. Pierwszą z nich jest właśnie to jabłko. Drugą jest to, że... Uwaga tu się nie zdziwcie ani nie pęknijcie ze śmiechu, bo chociaż może się to wydawać nie realne i hmm... jakby to powiedzieć zbyt pozytywne dla takiej osoby jak ja... dowiedziałam się, że umiem dość dobrze biegać... Trzecią i ostatnią rzeczą jest moje wyróżnienie w konqu z majcy "Kangur"... Wzięłam w nim udział, bo od 2 klasy podstawówki w tym startuję no i jak widzicie, okazało się, że nie jestem najgorsza we wszystkim...
Te trzy odkrycia podniosły mnie trochę na duchu i pomogły odnaleźć małą cząstkę siebie w mojej poranionej duszy... Lecz no cóż, nic to nie zmieniło :( Wiem, że ani w sporcie, ani w majcy nic nie osiągnę, bo po prostu jestem beznadziejna i jakieś głupie odkrycia tego nie naprawią... 
Około 19 zaczęłam zajęcia na balecie. Jak zwykle byłam najgorsza, ale taniec pozwala mi się choć trochę uwolnić od rzeczywistości, pomimo tego, że tam gdzie się uczę mają podejście: "boli, to dobrze", "nakrzyczę na ucznia, to zrobi lepiej nieważne czy będzie miał później kontuzję, czy nie","musisz przychodzić na zajęcia bez względu na to czy jesteś chory, masz wybitego palca, okres, wycieczkę szkolną"... Sami widzicie, jak to jest. Tam normalne jest posiadanie tk.zw. "pupilka", oraz dołowanie tych słabszych (do których ja się zaliczam)... Nic już na to nie poradzę, to nie zależy ode mnie...
Troszkę się rozpisałam, pewnie i tak nie będzie wam się chciało tego czytać, więc DO ZOBACZENIA.

Pogoda...

Cześć. Wczoraj weszło 25 osób, co mnie niesamowicie dziwi. Myślałam, że max będą 2 wyświetlenia... No cóż, jak zwykle się myliłam... Mam nadzieję, że z czasem zaczniecie też komentować i obserwować bloga, ale pewnie, jak za każdym razem moje nadzieje pozostaną tylko nadziejami i będą słabnąć, aż już ich nie będzie w ogóle.
A nawiązując do tematu tego posta... Dziś była tak okropnie beznadziejna pogoda :( Cały czas świeciło słońce i ani troszeczkę nie padało... A do tego tak okropnie bolała mnie w szkole głowa, że się wytrzymać nie dało. Od niedawna mam też problemy z oddychaniem i trudniej jest mi wziąć głęboki oddech, gdyż jak próbuję, to coś okropnie kłuje mnie w okolicach łopatki... A najgorsze jest to, że nie mogę powiedzieć tego rodzicom, bo każą mi zostać w domu... Nienawidzę tego. Czuję się jak w jakiejś klatce, zero wolności i w dodatku nie idę później na balet (jedna z niewielu pasji, które pozostały). Jeszcze matka stoi nade mną i biadoli, że nie mogę chorować, bo potem podostaję gorsze oceny... No ale cóż takie życie...
Muszę kończyć na razie, chociaż chciałam wam dziś jeszcze tyle opowiedzieć...
Postaram się wrócić jeszcze wieczorem.
Papa.

niedziela, 18 maja 2014

Nowy blog


Witam wszystkich (choć nie wierzę w to, że komukolwiek chce się to czytać).
Zakładam kolejnego bloga... Ale on nie będzie taki jak te poprzednie... Postaram się w nim otworzyć i pisać to, co naprawdę myślę i czuję, a nie jakieś brednie typu: "No, dziś było fajnie bo...". Chcę, abyście wiedzieli, że jak tak pisałam, to wcale nie było fajnie, ale nawet na blogu bałam się pokazać jaka jestem. Nie potrafię po prostu się przełamać... A poza tym nikt nie chce mnie znać taką jaką naprawdę jestem... W rzeczywistości na pewno nie ukarzę swojej prawdziwej natury, ale już nie umiem inaczej... Muszę komuś o tym powiedzieć. Sama nie potrafię już z tym walczyć. Życie okazuje się być dla mnie za trudne. Zatajałam wszystko. Ból i cierpienie zostawiałam sama sobie, nie dzieląc się (i nawet nie próbując się nim dzielić), ani nie okazując go nikomu innemu. W dzień uśmiechałam się... sztucznie, lecz się uśmiechałam, nienawidząc tego z całego serca. Nikt nic o mnie nie wie. Nikt mnie nie zna... I mam nadzieję, że w realu tak pozostanie. Tylko wy poznacie prawdziwą mnie, a przynajmniej tą małą cząsteczkę, która ze mnie pozostała...
Do zobaczenia.